Każdy z nas był kiedyś dzieckiem. Wspominamy te czasy czasem lepiej, czasem gorzej. Pamiętamy jednak o naszych przyjaźniach, które, być może, trwają do dziś!

Szkoła była zmorą każdego dziecka, a przynajmniej do czasu, kiedy zrozumiał, że nie chodzi tam żeby się uczyć, tylko żeby spędzić czas ze znajomymi. Wtedy szkoła stawała się miejscem, do którego chodziło się z radością, a nie jak za karę.

Na korytarzach wymyślało się co raz to ciekawsze gry. Zwykła zabawa w łapanego czy chowanego już nie wystarczała. Zajmowały nas inne zajęcia. Oczywiście mury szkoły hamowały trochę naszą dziecięcą kreatywność.

Po lekcjach biegło się na plac zabaw, jeśli ktoś miał szczęście mieszkać się w pobliżu, lub zwyczajnie na podwórko. Szczytem szczęścia było podwórko wyłożone kostką brukową lub chociaż wylane asfaltem, tak, by można było jeździć tam na rolkach, deskorolce, wrotkach, rysować kredą i grać w klasy. Chłopcy cieszyli się też z terenów trawiastych, bo lepiej było im tam grać w piłkę.

Nie zostawało nic innego, jak zrobić grę i przedstawić ją naszym znajomym z podwórka. Pamiętam różne wymyślne gry, jak np. „dziesiątki”, które polegały na odbijaniu piłki od ściany (najczęściej ściany bloku) różnymi sposobami, daną ilość razy, aż do „skucia”, kiedy to musieliśmy oddać piłkę przeciwnikowi i patrzeć jak dobrze on sobie z nią poradzi.

W domach grało się w gry planszowe, rysowało się koślawe rysunki, które rozczulały rodziców, a nas wypełniały dumą z własnych umiejętności plastycznych… Bawiło się też lalkami, samochodami, misiami… Zawsze znalazło się coś do zabawy, bo dzieciaki nie lubią się nudzić.

Dzisiejsze dzieci mają inne rozrywki. Wolą usiąść przy komputerze i odpłynąć w tym niezwykłym świecie, którego nie mają w świecie realnym. Na co dzień nie jest się żołnierzem, nie jeździ się w wyścigach i nie podróżuje się po magicznych światach w poszukiwaniu potrzebnych składników.

Rodzice martwią się, bo dzieci całymi dniami ślęczą przy komputerze… Zapominają jednak, jak to było, kiedy oni byli dziećmi. Ich rodzice martwili się, kiedy wrócą do domu. Często było już późno, dziecko nie odpowiadało na nawoływania, bo poszło do znajomych i zwyczajnie zapomniało powiedzieć o tym mamie.

Dziś, zamiast docenić, że mogą mieć dziecko pod stałą obserwacją, że nie stanie mu się nic złego, nie złamie nogi, nie wywróci się na rowerze, nikt go nie okradnie czy nie porwie, wolą narzekać, że w ogóle się nie rusza i nie spędza czasu ze znajomymi.

Oczywiście, że spędza. Teraz komunikować się ze znajomymi można nie tylko twarzą w twarz. Rodzice nie pamiętają już, jak żałowali, że nie mogą pojechać do znajomych, którzy mieszkają daleko. Płakali, że nie mogą się bawić z Kasią czy Krzysiem, bo mieszkają na drugim końcu miasta i chociaż chodzą razem do szkoły, nie mogą spędzać ze sobą czasu.

Dzisiejsze dzieci nie znają takich problemów. Mogą bawić się z kimkolwiek zechcą, niezależnie od tego, gdzie ten przyjaciel mieszka. Nie wspominając już o tym, że nie muszą oni zaprzątać sobie głowy tym, jaka jest pogoda, czy nie jest już ciemno albo czy są chorzy. Przecież jeśli dziecko złamało nogę, zachorowało na ospę czy zwykłą grypę, musiało przejść „obowiązkową kwarantannę”. Przez jakiś czas nie widziało się ze swoimi przyjaciółmi, nie wspominając o zabawie. Jeśli na zewnątrz lało jak z cebra, rodzice niechętnie pozwalali swoim pociechom wychodzić.

Czasy idą do przodu i należy docenić to co nam dają, bo przecież to wszystko nagle nie zniknie. Ja też należę do pokolenia, które korzystało z komputerów w dzieciństwie, a mimo to nie siedziało się przed nimi całymi dniami, bo wciąż ciekawsze było poskakanie w gumę czy zabawa w kolory. Większości tych rzeczy uczyło się od znajomych. Część przekazywali nam rodzice.

Współczesnym rodzicom, nie pozostaje nic innego, jak zaakceptowanie i docenienie faktu, że dziecku nic złego się nie stanie. W końcu siedzi w swoim bezpiecznym i ciepłym pokoju. Jeśli faktycznie to przeradza się w nałóg, to trzeba umieć sobie z tym poradzić. Często wystarczy poświęcać dziecku więcej uwagi. Możemy je nauczyć wielu rzeczy, np. jak zrobić grę planszową, jak robi się „piekło-niebo”, opowiedzieć o zabawach, które nas kiedyś cieszyły.

Jesteśmy ludźmi, a ten mały człowieczek też ma swój rozum. Nie traktujmy go z wyższością i zarozumiałością, tylko zwyczajnie porozmawiajmy.Bądźmy kumplami, a nie wrednymi rodzicami, którzy tylko wytykają błędy. Zagrajmy z dzieckiem w Eurobusiness, obejrzyjmy ulubiony film animowany, albo zabierzmy naszą pociechę do zoo. Zimą możemy wybrać się na łyżwy. Jeśli narzekamy, że dziecko się nie rusza – poruszajmy się razem z nim.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here