Prędzej czy później nasze pociechy opuszczą rodzinne gniazdko i będą musiały sobie pójść… Do szkoły, oczywiście.

Może najpierw wyślemy je do żłobka, później do przedszkola, ale jednak to właśnie szkoła jest przełomowym momentem w życiu każdego dziecka. Rodziców naturalnie też!

Od teraz dziecko jest uczniem. Będzie mieć długi plan lekcji, na których będzie się nudzić i rozrabiać, tak samo, jak my to robiliśmy. Nie… No przecież MY BYLIŚMY GRZECZNI. Uczyliśmy się, jak dodawać pierwiastki i interpretować wiersze. Na pewno nie chodziliśmy na wagary, nie ściągaliśmy na kartkówce ani nie przeszkadzaliśmy na lekcji. A przynajmniej, nasze dziecko się o tym nie dowie.

W wolnych chwilach już spisujemy sobie w jakimś notesie różne warianty tekstów zaczynających się na „Ja w Twoim wieku…” albo „Kiedy ja chodziłam do szkoły…” i też sporo „Za moich czasów…”. Cóż, może na te ostatnie jest jeszcze za wcześnie, ale na pewno przydadzą się, kiedy dziecko będzie trochę starsze.

Kończą się wakacje. Czas na zakupienie wyprawki dla dziecka. Kupujemy piękny plecak, najlepiej z ulubionymi bajkowymi bohaterami, piórnik wraz z całym wyposażeniem, farby, więcej kredek, temperówki, gumki do mazana, zestaw zakreślaczy, długopisów brokatowych, kolorowych, pachnących i może jeszcze świecących w ciemności…

Przyda się też trochę zeszytów. Większych, mniejszych, w twardej i miękkiej oprawie, z kółkami zamiast grzbietu i tych zwykłych, z grzbietem. Jeden z kotkiem, jeden z pieskiem, jeden z księżniczką i dwadzieścia innych, tak na wszelki wypadek. W kratkę, w linię, z marginesem lub bez. A może w kropki?

Dorzucamy jeszcze jakiś notes, zestaw linijek i ekierek, kilka okładek na zeszyty i dzienniczek, żeby nasza duma mogła sobie sumiennie notować wszystkie oceny! Rachunek trochę nas przeraża, ale przecież to tylko raz w roku… Przecież to normalne, że trochę nas to wyniosło.

Dopiero później nasza pociecha przychodzi do domu i mówi nam, że zapomnieliśmy kupić plasteliny, modeliny, bloku rysunkowego, technicznego, kolorowego, samoprzylepnego i tak w zasadzie, to musimy jechać na zakupy jeszcze raz.

Wreszcie nadchodzi ten dzień. Plecak spakowany, kanapki zrobione, nasza duma jest w pełni ubrana. Czas odprowadzić ją do szkoły. Żegnamy się i życzymy powodzenia.

Wracając wspominamy jak świetnie bawiliśmy się w szkole. Bo tak naprawdę, to nie chodzi się tam, żeby się nauczyć, jak dodawać pierwiastki, poznać cyfry rzymskie czy czytać lektury. Szkoła to miejsce, gdzie poznajemy przyjaciół na całe życie. Robimy psikusy, odpisujemy prace domowe i przede wszystkim – świetnie się bawimy.

W końcu szkoła nie jest po to, żeby nauczyć nas życia. Od tego są rodzice, przyjaciele i nasze własne doświadczenia. Szkoła ma przekazać nam informacje, których my mamy się nauczyć. Większość z nich nigdy nam się nie przyda. Ale przecież nie o to chodzi, żeby się nauczyć, tylko żeby się uczyć.

Chodzi o odkrycie, co chcemy robić w życiu, odnalezienie pasji. Polubienie przyswajania wiedzy a nie samo jej przyswajanie. Wiedza nabyta w szkole podstawowej przydaje się do tego, by rozwinąć ją dalej w innej szkole. Ewentualnie w przyszłości przyda się do rozwiązywania krzyżówek, a i to nie zawsze.

To w szkole poznajemy przyjaciół, zakochujemy się pierwszy raz, chodzimy na pierwsze dyskoteki. To miejsce, do którego sami chodziliśmy chętnie, żeby spotkać się ze znajomymi. Pierwsze intrygi działy się właśnie na szkolnych korytarzach.

W końcu dzieci potrafią być naprawdę okrutne. Wydają się słodkie, niewinne, urocze, ale potrafią ranić rówieśników ze względu na inny sposób mówienia, chodzenia, ubierania się czy po prostu inny wygląd czy pochodzenie.

Przypominamy sobie ile razy to my słyszeliśmy coś niedobrego, a ile razy to my mówiliśmy coś złego komuś innemu. To się zdarza. W końcu byliśmy dziećmi. Zapominamy o tym przez nasze codzienne obowiązki i problemy. Ale w chwili takiej jak ta, pamiętamy wszystko i wielu rzeczy żałujemy. Chcielibyśmy to naprawić, przeprosić… Zostaje nam tylko mieć nadzieję, że nasza pociecha nie popełni podobnych błędów.

Codziennie poznajemy nową historię. Kasia pojechała w góry z rodzicami, Krzysiek ukradł Wojtkowi długopis, Basia dalej nie rozumie jak dodawać pierwiastki a Ania dziś nie przyszła, bo ma ospę. Przez jakiś czas żyjemy tymi historiami. Lubimy ich słuchać doradzać naszemu dziecku, jak powinno postąpić. Pomagamy w lekcjach i z radością wspominamy nasze czasy w szkole…

Czas płynie nieubłaganie. Starzejemy się, a nic nie przypomina nam tego tak, jak obserwowanie, jak nasze dzieci dorastają…

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here